Skip to content

Jak zmarnować cud, czyli antyporadnik katolika

Wystarczy go przyjąć i się zatrzymać w miejscu, a wtedy z cudu pozostaną nici.

 

Cud traktujemy interwencyjnie, punktowo. Trudno dostrzec go tam, gdzie dzieje się naprawdę. Ludzie opisani w Ewangelii po rozmnożeniu chleba w dalszym ciągu poszukują Jezusa, a gdy Go znajdują, Jezus podkreśla, że nie poszukują Go ponieważ zobaczyli znak, lecz dlatego że najedli się do syta (J 6, 26). Wiara, która słucha, żywi się słowem, a nawet się nim syci. Sytość oznacza spokój w życiu. Każdy dzień ma dość swoich trosk – każdy dzień ma dość swojej biedy (Mt 6, 34) – żeby zajmować się lękiem o jutro. Głód jest doświadczeniem strachu o każdy kolejny dzień. Bliskość Boga jest pewnością, że do jutra wszystko może się zmienić. Głód ustąpi, a strach wygaśnie.

Dialog Jezusa z ludźmi, którzy za Nim podążają, nawiązuje do cudu manny z nieba, jakiego doświadczyli Izraelici na pustyni. Bóg zapewnił ich o swojej bliskości i opiece, ale w jaki sposób? Nie tylko dając chleb, by nie byli głodni. Ale również – choć to wydaje się im uciskiem, bo chcieliby gromadzić zapasy i mieć gwarancję sytości – dając go w odpowiedniej mierze. Według potrzeby dnia. Wiary nie gromadzisz na zapas. Nie ma co liczyć na to, że doświadczając cudu, odkryjesz w sobie pokłady wiary, która starczy na każdy czas. Wiara wymaga troski bez przerwy, bo jest towarzyszeniem. To, co daje Bóg, mamy zbierać ‘według potrzeby dziennej’ (Wj 16, 4). Są też takie ludzkie wiary, które mają inny metabolizm. Dzięki temu, kiedy przychodzi noc ciemna, mogą mimo głodu przetrwać. To oczywiście przypadek Matki Teresy, która mimo poczucia głodu, nie przestawała karmić się słowem Boga.

Drugim czytaniem jest Pawłowe stwierdzenie o porzucenie starego człowieka i staniu się nowym człowiekiem (Ef 4, 17.20-24). Doświadczenie cudu rozumianego punktowo i interwencyjnie daje nam uzdrowienie lub ratuje nas w krytycznym momencie. Taki cud często pozwala zachować człowieczeństwo. To, które ma w sobie każdy z nas. Nowy człowiek rodzi się z wiary, oznacza człowieczeństwo świadome swojego źródła w Bogu. Dopiero to jest życie przemienione. I ono jest codziennością, musi nią być. Cud sprawi, że będziesz Bożym człowiekiem? Na pewno da do tego szansę, ale bez codziennej pracy pójdzie na marne. Tej konsekwencji nam brakuje. Zaniechanie, ot, takie zwyczajne, tak zwyczajne że aż niewidoczne, leży u podstaw naszych klęsk – zaprzepaszczonych cudów. Życie po cudzie to jak życie po filmowym happy endzie, kiedy wiadomo, że tak naprawdę dopiero się zaczyna wyzwanie: codzienność jest najczęściej bardziej wymagająca niż sytuacje niezwykłe. Częściej to codzienność nas przerasta niż coś niezwykłego.

W interwencyjnym podejściu do cudów widać też chęć przerzucenia na Boga odpowiedzialności za nasze życie. Nie tylko niech działa, ale niech w takim razie będzie za mnie odpowiedzialny. Stworzył, to ma. Kocha, to wytrzyma. Chce zbawić, to sobie poradzi. Trwająca w Kościele opowieść o Jezusie, Jego spotkaniach z ludźmi, dokonywanych cudach i chlebie, który syci – wyraźnie wskazuje na codzienność, w którą musimy być zaangażowani. Bóg daje się nam w nadmiarze, karmi nas do syta, nie pozostawia nas na pastwę losu. Ale my też musimy być towarzyszami, a nie petentami. Musimy zachować umiar i jeść zgodnie z potrzebą dnia. Jutro przyniesie nowe problemy i trudności. Ale w jutrze Bóg także będzie obecny…

 

18 niedziela zwykła >>>

 

Share This:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *