Skip to content

Bóg na bogato, czyli więcej niż Ci trzeba

Jezus z jednej strony szuka osobności, z drugiej strony daje się ludziom. Im bardziej się daje, tym bardziej Go pragną.

Tak jak w zeszłym tygodniu, znowu Ewangelia – tym razem Janowa – stawia przed oczy Jezusa, za którym podąża tłum ludzi. W tym fragmencie Ewangelii – cudownym nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi (J 6, 1-15) – moją uwagę zwracają trzy punkty: rozmowa z Filipem, modlitwa nad chlebem i odejście Jezusa.

Zbliża się Pascha, ludzie poszli za Jezusem na drugi brzeg jeziora, zgromadziło się ich mnóstwo. Jezus zapytał Filipa, gdzie mogą kupić tyle chleba, żeby ich nakarmić. Komentując to pytanie Jan twierdzi, iż Jezus wystawiał ucznia na próbę, sam zaś już wiedział, co zrobi. Inaczej niż brzmi to w tłumaczeniu paulistów, rozkłada akcenty Roman Brandstaetter: „Tak zapytał, aby go wybadać, chociaż sam zawsze działał według własnej woli”.

Opisany cud ma dwie tajemnica. Pierwsza tajemnica dotyczy tego, w jakiej pokorze – inaczej niż w przypadku naszych oczekiwań spektakularnych działań – dokonuje się rozmnożenie chleba i ryb. Kiedy wyobrażam sobie tę sytuację, mam wrażenie jakby cudownie rozmnożone jedzenie po cichu rozlewało się między ludźmi w tłumie, nie zwracając niczyjej uwagi, niczym woda penetrująca zakamarki rozlewiska. Jezus nie robi żadnego show, nie działa też tak, by wywołać wielkie uznanie. Nie zdradza uczniom, co się stanie. Za to jak każdy pobożny Żyd modli się nad chlebem słowami dziękczynienia. To ten element postawy tak frapujący w ludzkiej dobrze rozumianej pobożności: postawa wdzięczności obecna przed cudem, a nie po nim, postawa zaufania, że przecież Miłość zawieść nie może.

Gdy zaś ludzie się najedli, Jezus każe uczniom zebrać resztki. I okazuje się, że gromadzą aż dwanaście koszy ułomków. Oto druga tajemnica tego cudu: Bóg nam daje w nadmiarze. Bóg nie szczędzi cudu, nie tylko daje się nasycić, ale daje w nadmiarze. Zwykle jednak nie możemy tego dostrzec. Łaska rozlewa się na ludzi po cichu, dotyka ich i syci, co jednak pozostaje ukryte, ponieważ sam Jezus działa cicho i bez fajerwerków, jak widać w tej scenie. Dlatego cudem jest też dostrzeżenie Bożego nadmiaru. Uczniowie nie zorientowaliby się, że Jezus nie tylko dał ludziom, ile im było trzeba, ale dał w nadmiarze. To był posiłek ‘na bogato’.

I wreszcie na czym właściwie polegał ten cud? Na nasyceniu, owszem, o którym pisałem tydzień temu pisałem, że przychodzi przez słuchanie słowa Jezusa. Widzimy ten sam mechanizm: ludzie się zgromadzili, by słuchać Jezusa – nie po to, by dokonał cudu rozmnożenia chleba. Nasycenie żołądków było potrzebne, by mogli słuchać, przyszło ‘po’ pierwotnej woli bycia z Jezusem. Ten cud pokazuje więc również to, że jeśli zdecydujesz się przyjść do Jezusa, nie pozostaniesz głodny, porzucony na pastwę losu. Pokazuje, jak ważna jest Twoja pierwotna postawa. Jezus, po pierwsze, nie stawiał ludziom bariery w dostępie do siebie, a po drugie poprzez nakarmienie pozwolił im przebywać ze sobą – głód nie musiał ich przegnać do domów.

Inna rzecz, że cud, odczytany jako znak, tak rozochocił tłum, że nie chciał on już Jezusa wypuścić, lecz obwołać od razu królem. Brandstaetter pisze: „Oddalił się znowu na górę. On, sam jeden”. Więc konsekwentnie działa według swojej woli, i tak jak ludzie potrzebowali kontaktu z Bogiem, słuchania Go, by się nasycić, tak też Jezus potrzebuje osobności z Bogiem. Nie pozwala się ograniczyć do roli proroka i króla.

Bóg daje się nam na bogato, w nadmiarze. Pozwólmy Mu na to. I nie zmarnujmy żadnych okruchów.

 

17. niedziela zwykła >>>

Share This:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *