Skip to content

List

DCIM100MEDIADJI_0024.JPG

Chcę Ci tylko powiedzieć, że miłość nie jest limitowana. Wydaje mi się, że wielu z nas, przez to, że jej nie doświadczyło, myśli o miłości jako ograniczonym dobru. Miłość kryje w sobie pewien sekret. Tym sekretem jest to, że ona rośnie przez dzielenie.

Natalio,

piszę po imieniu, bo przecież istnieje między nami jakaś relacja: jestem Twoim słuchaczem, należymy do jednego pokolenia. W wywiadzie opowiedziałaś część swojej historii, zwłaszcza tę dotyczącą dziecka, które się nie narodziło ze względu na Twoją decyzję. Pozwól, że teraz ja opowiem Ci krótko swoją historię.

W zeszłym roku w Krakowie świetnie bawiłem się na Twoim koncercie. Piosenki już dobrze znałem, bo lubimy w trakcie jazdy samochodem całą rodziną słuchać płyty „Prąd”. Najbardziej przypadły nam do gustu (nie będę oryginalny) utwór tytułowy, „Miód”, „Nazywam się niebo” i „Królowa śniegu”. Kiedy jest wieczór i na pokładzie przytomni zostajemy tylko my, rodzice, leniwie nucimy „Sto lat samotności”. Z kolei w dzień najwięcej energii wywołuje utwór trzeci. Kiedy nasza 4-letnia córka (w podobnym wieku są Twoje dzieci) śpiewa „Nie jestem mości panienką / Co lubi czyścić okienko / Co ścieli mości łóżeczko / Nie będę twoją laleczką…” – mamy naprawdę sporo frajdy.

Po przeczytaniu wywiadu, jakiego udzieliłaś „Wysokim Obcasom”, nie byłem całkiem zaskoczony. Przecież już wcześniej na łamach „Gazety” deklarowałaś poparcie dla łatwego dostępu do aborcji – to wtedy poczułem zdziwienie. Bo rok wcześniej przeczytałem okładkową rozmowę z Tobą w „Zwierciadle” (7/2015). Była dla mnie na tyle niepokojąca, że po czasie do niej wróciłem. Na tyle, na ile to możliwe, zrozumiałem Twoją historię. Zobaczyłem, jak musiałaś walczyć o miłość. Poczułem też, jak nadal jesteś jej niepewna i szukasz sposobu, by ją zachować. Sama mówisz o wiecznej szarpaninie, trudnym dzieciństwie, zawiedzionych przyjaźniach. O strachu, desperacji, samotności. O miłości jakby była czymś, co wiecznie wymyka się z rąk. I tak pięknie o Jeremim i Anielce, Twoich dzieciach. Myślę, że kiedy one śpiewają z Tobą, może tak jak my w samochodzie, czujesz szczęście.

Chcę Ci tylko powiedzieć, że miłość nie jest limitowana. Wydaje mi się, że wielu z nas, przez to, że jej nie doświadczyło, myśli o miłości jako ograniczonym dobru. Miłość kryje w sobie pewien sekret. Tym sekretem jest to, że ona rośnie przez dzielenie. Kiedy na świecie pojawia się dziecko, nie skrada ani grama z miłości małżonków. To raczej dołączenie kolejnego atomu, wytworzenie nowej, potężnej siły w ich zderzeniu. Dlatego z okruchu miłości mogą wyrosnąć góry. Tylko że okruch skrywany w szkatułce nigdy nie będzie mieć swojej szansy… A z innej strony: czy wzrost, który się zacznie, warto zatrzymywać? Miłość nie znosi stania w miejscu, chce stale więcej.

Celowo wracam do rozmowy ze „Zwierciadła”. W „Wysokich Obcasów” mówisz, że nie pozwoliłaś narodzić się Twojemu dziecku, które było najmłodsze. Wyjaśniasz, że ta „wpadka” „Trafiła się ludziom dorosłym, rodzicom dwójki dzieci, którzy już mają jakąś wizję swojego życia. Ich historia po tych wielu latach razem zaczyna się jakoś kleić, zgadzać, jest im dobrze. Nie zawsze jest kolorowo, bo każda rodzina ma swoje trudne momenty, ale ogólnie jest im dobrze. Nie chcą teraz niczego zmieniać, zaczynać od początku”. Jestem wstrząśnięty i nie potrafię zrozumieć tych słów inaczej niż jako rozpaczliwą próbę zachowania chwili, bo teraz nareszcie poczułaś szczęście, odnalazłaś to „limitowane dobro”, któremu może zagrozić ktokolwiek. Bo przecież nie tylko dziecko; ono, najbardziej bezbronne, natrafiło na… wojnę – oto Twoja walka o, jak sama mówiłaś w „Zwierciadle” (!) przy podobnym opisie, „iluzję stabilizacji”.

Wiem, że się pewnie nie zrozumiemy. Ty opowiedziałaś mi swoją historię, odwzajemniam się swoją. Płyta „Prąd” nadal będzie nam towarzyszyć w podróżach. Ale teraz będzie mi przypominać o modlitwie, bo tyle mogę Ci dać od siebie – przy całej mojej niezgodzie, że nie daliście z partnerem szansy temu dobru, które ma swoje własne prawo rosnąć, zderzając się z atomami innymi niż choćby biologiczni rodzice. Mam tylko jedną, ważną prośbę: zrób co tylko w Twojej mocy, żeby Twoje żyjące dzieci nigdy nie odczuły, że rodzice mogą być dla nich zagrożeniem. Chcę wierzyć, że któregoś dnia poczujesz, że miłość jest dobrem nielimitowanym. Myślę, że masz teraz w niebie maleńkiego, ale pewnego orędownika, który – choć go wyprosiłaś od siebie – będzie za Tobą, pomimo zła, pomimo wszystko… Twoje dziecko.

Tomek

Share This:

4 komentarze

  1. Jacek Borowiec Jacek Borowiec

    :-D niezły trolling tematu

  2. Anna Anna

    Drogi Celniku,
    widzę, że błądzisz i bardzo Ci współczuję. Pozwól, że dam Ci parę złotych rad jak tych błędów unikać. No ale pewnie się nie zrozumiemy. Jesteśmy z innych światów. W każdym razie obiecuję, że będę się za Ciebie modlił.
    Twój kochający,
    Faryzeusz

  3. Ola Ola

    W samo sedno. Dziękuję za ten głos.

  4. Piękny list. Dużo dobrych słów tu padło. Mi też było i wciąż jest mi ciężko zrozumieć. Nie wyzywam nikogo od zabójców – to nie ta droga. Nie znam tej kobiety, wiem dobrze, że pieniądze nie są w stanie poukładać nas wewnętrznie.
    To o czym piszesz, trudno dzisiejszemu światu zrozumieć. Nie dostrzegamy, że wciąż jest jeszcze coś, co mnoży się przez dzielenie. Stąd lęki, obawa przed zabraniem czegoś, co osiągnęliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *