Skip to content

Piękne geny

188H

Jezus mówi, że przynosi rozłam, dzieci opowiedzą się przeciwko rodzicom. Ewangelistę, który go opowiada, powszechnie nazywa się kronikarzem miłosierdzia. Czy da się to pogodzić? 

 

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” – mówi Jezus w Ewangelii według świętego Łukasza. „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”. I zapowiada podziały tak daleko idące, że syn opowie się przeciwko ojcu, córka przeciwko matce, synowa przeciwko teściowej.

Fragment ten znajduje się w ciągu bardzo stanowczego tekstu. Ewangelistę, który go opowiada, powszechnie nazywa się kronikarzem miłosierdzia. Czy da się to pogodzić? Słowa o podziałach z powodu Jezusa są otoczone przez inne równie kategoryczne stwierdzenia, jak choćby te o wyznawaniu Jezusa przed ludźmi – bo inaczej Syn Człowieczy zaprze się przed aniołami wypierającego się Go człowieka – i te o wymaganiu wiele od tych, którym wiele dano, i jeszcze te o ciasnej bramie. Czy te stanowcze wezwania pasują do innych słów tej Ewangelii o miłosierdziu, które są głównym akcentem opowieści o Synu Bożym?

Komentarze w polskich wydaniach Pisma Świętego przechodzą nad tymi słowami do porządku dziennego – oto Jezus chce zbawić cały świat, zaprowadza pokój, lecz są tacy, którzy się temu sprzeciwiają. Z pewnością to jeden z trudniejszych momentów w lekturze Ewangelii. Być może zwłaszcza teraz relacje międzyludzkie, nawet te najbliższe, rodzinne, są wystawione na większą niż dawniej próbę (rozproszenie geograficzne, spadek demograficzny, priorytet przypisany karierze zawodowej itd.), więc tym cenniejsze – a tu Jezus ogłasza, że z Jego powodu ta krucha rzeczywistość relacji ludzkich może się zapaść.

Człowiek zawiera w sobie boski pierwiastek. Jeśli mówimy, że jesteśmy dziećmi Bożymi, to w tym sensie, że mamy swój początek w miłości Boga. W tej miłości, która daje życie, ale również w tej, która jest Mu wierna. To miłość rodzicielska, która nie opuszcza. Katechizm opisuje naszą kondycję jako taką, która wymaga komunii z Bogiem. Może jest to więc kwestia zapisania w ludzkim DNA tej cząsteczki początkowej, która zamyka w sobie miłość Boga do człowieka.

Może ta relacja rodzicielska, którą mamy z Bogiem, rzeczywiście domaga się w pewnym czasie dojrzewania, byśmy zrozumieli, że w naszym genotypie jest nie tylko ludzka, ale też boska część genetycznego łańcucha – bardziej pierwotna i istotniejsza. Bardziej nas zobowiązująca niż ta ludzka. Sam Bóg się do niej zobowiązuje i nigdy nie wypiera się obietnicy danej na mocy swojego miłosierdzia. Człowiek może żyć tak, jak by nie miał w sobie Boskiej cząstki, ale Bóg nie może człowieka w ten sposób traktować.

Rozłam, który przynosi Jezus, można rozumieć na wiele sposobów. Najszerszej: Jezus w tym tekście wspomina o swoim wyczekiwaniu na spełnienie powierzonej mu przez Ojca misji. Wraz z pełnym objawienie Jego Boskiej tożsamości rozłam może dotyczyć konieczności odwrócenia się od tych bożków, którzy są ludzcy, a zwrócenie się ku Bogu. Szeroko: rozłam może dotyczyć konieczności zerwania z życiem według wyłącznie ludzkiego DNA, a więc zerwania z przyzwyczajeniami związanymi z grzesznością. Wąsko: rozłam może się odnosić do wspólnot, w których żyjemy i kultury, w której jesteśmy zatopieni, żeby opowiedzieć się choćby za kulturą miłości. Najwęziej: rozłam można rozumieć dosłownie jako wybór Boga z pierwszeństwem w stosunku do rodzinnych więzi, jeśli nawet rodzice nie będą chcieli uszanować czy wręcz będą się sprzeciwiać prymatowi Boga w życiu człowieka.

Chociaż słowa Jezusa brzmią stanowczo, sprawiają wrażenie prowokacji i zachęty do konfrontacji, to nie stoją w konflikcie z Bożym miłosierdziem. Ustawiają właściwie relacje ludzkie i Boskie.

 

komentarz dotyczy czytań XX niedzieli zwykłej >>>

napisany dla portalu Tezeusz >>>

foto z GratisoGraphy

Share This:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *