Skip to content

Poza kadrem

1_max

Artur Domosławski zabiera na swoje reporterskie wyprawy aparat fotograficzny. Jednak w książce „Wykluczeni” nie znajdziemy ani jednego zdjęcia. To, co najważniejsze, dzieje się tu poza kadrem.

Autor jest w tej książce oszczędny i skupiony, ostrożny i uważny. Oszczędny, bo nie wchodzi w detale. Wtedy książka byłaby grubsza od Biblii. Skupiony, bo pokazuje to, co kluczowe. Inaczej nielitościwie rozciągnąłby skalę emocji. Ostrożny, bo nie daje się zwieść opowieści. W przeciwnym razie mielibyśmy story na miarę oczekiwań a nie prawdy. Autor jest też uważny, bo nie traci z oczu ani tego, co się dzieje na drugim planie, ani tego, co rozgrywa się poza kadrem.

Aparat fotograficzny jest partnerem dla Domosławskiego, ale już nie dla czytelnika. I to nawet pomimo tego, że książka stanowi w pewnym sensie podsumowanie przeszło dwudziestu lat reporterskiej pracy Autora, liczy 576 stron, przenosi nas do Kolumbii, Brazylii i Salwadoru, Palestyny, Izraela i Strefy Gazy, Kenii i Sudanu, USA i Meksyku, Egiptu, Kos i Mjanmanu, Pakistanu i Tajlandii.

Dlaczego w „Wykluczonych” nie ma zdjęć? Odpowiedzi, tych dobrych, pewnie jest kilka. Sądzę, że obok tych ściśle wydawniczych jest też ta, że bohaterowie Domosławskiego mają prawo do swojej godności i intymności, ich twarze nie muszą być wystawiane na widok publiczny. Same historie wystarczą.

Wystarczy, że dotknie nas prawda. Na przykład ta, która może budzić chwilowe poruszenie serca i skłaniać do matczynych odruchów. Wtedy chcemy szeregiem ustawiać się do organizacji charytatywnych i pozarządowych, żeby udzielać im wsparcia. Niekiedy jest to autentyczne i nakierowane na innych, ale niekiedy służy tylko ukołysaniu własnego sumienia, które zapadnie w kolejną drzemkę po otrzymaniu folderu ze zdjęciem umęczonego dziecka, w którego oczach – wyraźnie po naszym geście wsparcia finansowego – rozbłyskuje nadzieja.

Albo ta prawda, która wzbudza niechęć, tworzy dystans, a nawet wywołuje sprzeciw i agresję. O tym, że biedni nie są bierni. Walczą jak potrafią. Powtarzają metody tych, którzy wykluczają, wyzyskują i wyniszczają; przecież nie znają innych. Wtedy najchętniej zamknęlibyśmy oczy, a potem zamknęli granice. Po co nam ktoś, kto kwestionuje naszą szlachetność? Ktoś, kto nam zagraża?

I nie warto mieć złudzeń. Obie postawy mogą współwystępować. Czytając falę hejtu, jaka zalewa media społecznościowe – zwłaszcza w zestawieniu uchodźcy plus papież Franciszek – można obawiać się najgorszego. W kraju nad Wisłą etyka solidarności ustępuje miejsca etyce sytości.

W etyce solidarności ludzie kierują się wzajemnością. Działają według zasady jeden drugiego ciężary noście. Ich sumienia są wrażliwe na niesprawiedliwość, która dotyczy nie tylko ich samych, ale też tych trzecich. Nie muszą być ofiarami, wystarczy że są świadkami.

W etyce sytości ludzie kierują się swoimi pożądaniami. Działają według kategorii własnego dobra, komfortu i przyjemności. Ich sumienia rozciągają się jak żołądki sytych karmione pustymi kaloriami. Nie mogą przejmować się głodem tych trzecich, bo ich własny żołądek co chwilę domaga się uwagi.

Ksiądz Adam Boniecki przekonuje do jednego: „Dziennikarz nie klaszcze”. Domosławski trzyma się tej zasady. Krytyka społeczna nie musi oznaczać ideologicznego zaangażowania i manifestacyjnego sposobu działania. Książki Domosławskiego nie napędza ego autora i emocje, ale diagnoza i potrzeba. Reporter wie, kiedy wyjść poza kadr – bo tam leży prawda. I wie także, kiedy kadrować z wyczuciem, bo tuż przy granicy dobrego ujęcia, rozciąga się prywatna przestrzeń jego bohaterów i ich godność.

Niezależnie od tego, czy czytelnik „Wykluczonych” będzie się kierować etyką solidarności czy etyką sytości, ta książka – tak oszczędna w narracji – będzie dla niego po prostu ważna. Domosławski pokazuje korzenie wykluczenia, uwarunkowania systemowe, utrwalony grzech strukturalny. Pokazuje, że wykluczeni swoim losem mogą nas nie tylko wzruszyć, ale też wkurzyć. A im bardziej wkurzają, tym więcej obnażają w nas samych. A zwłaszcza tę hipokryzję, która kusi nas do oczekiwania, że wykluczeni powinni być potulni jak baranki i domagać się swego wyłącznie w stylu Gandhiego czy Mandeli. Jeśli postąpią inaczej, wstępują w kolejny krąg wykluczenia.

 

Artur Domosławski, Wykluczeni, Wielka Litera 2016 >>>

 

Share This:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *